Opisujemy naszą walkę mamy nadzieję, że skuteczną z fałdkami, oponkami, trzecimi podbródkami, słowem: z tłuszczem.
RSS
czwartek, 30 lipca 2009
Dzień ważenia...constans...rozczarowanie...zniechęcenie.....

Następny dzień prawdy...Niestety waga wskazała takie cyferki jak tydzień temu 74,7...Chyba dociera do mnie ,że moje działanie idzie w złym kierunku...Siłownia-owszem-ale z przerwami na regenerację organizmu,bo jak się okazało litry wylanego potu poszły na marne...No ...nie tak do końca,bo czuję się lepiej; nie jestem ciągle zmęczona, a i na moją psychikę wywiera to korzystny wpływ.Muszę jednak skupić się na diecie,bo jak ostatnio stwierdził trener sukces w odchudzaniu to 80% diety i 20 % wysiłku fizycznego.Sukcesem jest to,że przez 3 tygodnie nie skusiły mnie słodycze.Moje grzechy to to,że nie przestrzegam przerw między posiłkami,czasami podjadam( np.orzechy ziemne opakowanie kilogramowe zostało zjedzone tak jakby mimochodem...) oraz to ,że nie potrafię opanować uczucia głodu i  o godz.22.00  zamiast szklanki wspaniałej wody mineralnej pochłaniam 12 kromeczek chleba chrupkiego z szynką!!

Ale to już dobrze,że zdaję sobie sprawę ,gdzie  popełniam błędy .Świadomość rośnie! Chodzi tylko o to, aby to wcielić w życie i nie zmarnować następnego miesiąca...Serdecznie pozdrawiam Team GW.Pozostająca na razie w tyle Anna

 

10:55, lastanna1955
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lipca 2009
Jak ten czas leci............
Pasek wagi:
Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce. Moje postępy.

 

Mój wynik-cmoże dla niektórych mało imponujący- pokazuje powyższy paseczek.Można powiedzieć,że chudnę w tempie wyznaczonym przez dietetyka 0,70 kg na tydzień.Nie jest najgorzej,ale biorąc pod uwagę  litry potu jakie wylewam na siłowni jest to wynik mizerny.Przez ten okres nie tknęłam nic słodkiego tzn.lodów,czekolady ,ciasta.Jedyną namiastką słodkości była Fantasia.Pojawił się za to inny kusiciel wobec którego nie pozostałam-niestety-obojętna...orzeszki ziemne.Kupiłam...i to niestety nie 100g,a cały kilogram.I tak pogryzałam....jednego dnia 50g(291 kcal),drugiego 100g(582 kcal),trzeciego już 150g( prawie 900 kcal!).Ale świadomie kończę z ta rozpustą,bo aby spalić te 900 kcal musiałabym maszerować 4,5 godziny na biezni.A tak na marginesie powiem,że -rzecz niewiarygodna-na siłowni jestem codziennie.I dopiero test na moim własnym organiźmie uświadamia mi ,że nie warto pochłaniać pustych chipsowych,hamburgerowych,frytkowych,czekoladowych itd.pustych kalorii,bo za to słono się płaci....Sama się dziwię,ze wytrzymuję ten reżim,bo mam powód do stresu i do zajadania stresu...Tym powodem jest brak pracy....Ale mam nadzieję,że przyjdzie dzień,że  ta sprawa, która spędza mi sen z powiek się szczęśliwie rozwiąże i ktoś zechce zatrudnić kobietę 50+........

lastanna1955, czwartek, 23 lipca 2009 Opublikowany , Komentarze : Domyślnie
17:41, lastanna1955
Link Dodaj komentarz »
Takie były początki..........
Takie były początki........
Trzy razy dłuzej......
Może tak będzie że akcja odchudzania przeciągnie się w czasie...Na pewno wiele razy upadnę,ale chciałabym się podnieść po otrzymaniu rozgrzeszenia i ...dalej robić swoje.Dziś miałam taką sytuację...Wiem,że nie powinnam jeść gotowych klopsów w sosie pomidorowym ze słoika (nawet i z Łowicza ),ale po zjedzeniu reszty wcześniej przygotowanej piersi z kurczaka z cebulą,zapomniawszy że mogę spałaszować jeszcze pół makreli wędzonej idąc na łatwiznę przełożyłam zawartość do gara i po podgrzaniu połowę zjadłam.A to całe 800 kalorii....A gros w tym daniu to niestety tłuszcz...Ale stało się...Dawniej byłabym na siebie wściekła i równocześnie pełna winy,a teraz...no cóż trzeba to będzie odpokutować.... Przyznam się Wam,że mam ogromne brzuszysko,takie jak bohater dzisiejszego odcinka programu "Rozmiar w dół".Uwielbiam ten program i czuję się jego adresatką.Przedstawia on drogę przez mękę delikwenta przez okres 8 tygodni ,któremu pomagają dietetyk i trener.Dzisiejszy bohater Dave wykonał kawał dobrej roboty ,bo przez 8 tygodni schudł aż 14 kg....i nie do wiary- naprawdę zgubił brzuch przez ten czas.Zachęcam do oglądania...Dziś trenerka wygłosiła takie oto zdanie:."Twoje usta wykonują więcej pracy niz reszta ciała i oto efekt"....Jakby to było skierowane do mnie.....Oglądajcie...Są powtórki w środy o godzinie 0.00 (dla tych co nie mogą spać),w piątki o 10.00 i w poniedziałki 0 11.00.Wartość edukacyjna jest bardzo wysoka,choć to niby "prawdy oczywiste"..... Pisałam wczoraj,że przekroczyłam magiczną liczbę 75 kg...Niestety to są dane po przyjściu ze siłowni....Im bliżej wieczora wskazówka rośnie...Moja euforia była przedwczesna...Ale przyjdzie dzień kiedy waga pokaże mniej niż 75 kg np. wieczorem i wtedy ta liczba będzie miała zupełnie " inną wagę"....

18 lipca 2009 , 6 komentarzy

Wiedziałam ,że będzie dobrze....
Dlatego z taką ochotą (bez drugiego śniadania i obiadu) wskoczyłam na wagę.Przekroczyłam(na razie chwilowo-po jedzeniu to się zmieni) magiczną liczbę 75 kg. Waga wskazała 74,6 !!!!Ale nie jestem zdziwiona.Po takim wysiłku!Rano lekkie śniadanie (jogurt z pokrojoną pomarańczą) i do teraz nic oprócz wysiłku fizycznego.Najpierw ok.1.5 godziny siłownia,a potem jeszcze 1000 m w basenie.W drodze do domu wejście do Urzędu Marszałkowskiego,zakupy w markecie (przede wszystkim owoców) ,a na koniec czekający na wyjście pies. Spełniłam ten obowiązek i mogę wreszcie zaspokoić głód,ale.....najpierw musiałam się pochwalić!!!W tym wypadku to chyba nic nagannego ,prawda?.....
17 lipca 2009 , 2 komentarzy

Otrzeżwienie było bolesne....

7-07-2009

Po wczorajszym rekonesansie na siłowni,gdzie usiłowałam oswoić się z nieprzyjaznymi -wg mnie- przyrządami, gdzie trener ułożył dla mnie plan treningu i gdzie nieśmiało uczestniczyłam w zajęciach strechingu ,dziś trening już wg wskazówek instruktora na serio.Myślałam, że po wczorajszych cwiczeniach nic nie uda mi sie wykonać,ale jakoś poszło...Trochę mnie to nawet zaniepokoiło,bo pomyślałam,że jeśli tak bardzo nie odczuwam bólu mięśni to pewnie wczoraj wykonywałam ćwiczenia nieprawidłowo...Ale na to pytanie nikt mi nie odpowiedział..Dodam ,ze nie byłam sama( team GW),ale z Beatą.Wcześniejsze umówienie się na  trening jest bardzo mobilizujące: trzeba wyjść z domu aby nie zawieść czekającej na nas osoby..Potwierdziło się też to, że w godzinach rannych jest mniej osób na siłowni,choć po prawdzie było nawet sporo pań i trzeba było czekać na wejście na przepisany przyrząd.Ale "oczy mi się otworzyły" gdy maszerowałam na bieżni ,gdy okazało się .że w czasie intensywnego(dla mnie -5.5 km/h) marszu trwającego 25 minut spaliłam tylko 100 kcal..!A tabliczka czekolady, którą uwielbiam  i którą mogę pochłonąć "na raz" ma 550 kcal.....Ile to ciężkiej pracy i wylanego potu!!!!Teraz przed zjedzeniem czegoś słodkiego od razu wyobrażę sobie siebie na biezni lub rowerku!Myślę,że to niezły hamulec przed zrobieniem  głupstwa...Na poważnie zaczęłam tez stosować dietę,ale ponieważ nigdzie nie mogłam kupić warzyw,ryżu i fileta z kurczaka w sosie azjatyckim po prostu przygotowałam sobie gotowaną w jarzynce pierś z kurczaka  z 300 g pory.Obiad niskokaloryczny i bardzo smaczny.Jakoś tak jest ,ze nie odczuwam wilczego głodu...I tą pocieszającą myślą kończę na dziś mój pamiętnik.

 


7 lipca 2009 , 1 komentarzy

Siłownia-inauguracja....

2009-07-06

Przy przedstawianiu się zapomniałam dodać,że odchudzam się z "vitalią",dzięki Gazecie Wyborczej i akcji "Polacy odwagi". Zgłosiłam swój akces i ...o dziwo znalazłam się w gronie 9 osób w Poznaniu, które mając wytyczne dietetyka (dieta) i w prezencie karnet na siłownię do 31-08-2009 będą tracić zbędne kilogramy.Takie mamy przynajmniej założenie..!!!!Próbowałam odchudzać się już kilka razy-zawsze brakowało mi konsekwencji i determinacji,za to słabej woli miałam w nadmiarze.Mam nadzieję ,ze walka z tłuszczykiem w grupie "wsparcia "będzie łatwiejsza i efektywna.

Dziś o 19.00 mamy spotkanie zapoznawcze na siłowni.Wstyd się przyznać,ale nigdy w swoim długim 54-letnim życiu nie ćwiczyłam na siłowni.Swoją dawkę ruchu przez cały rok "odpracowywałam" dwukrotnym pobytem w ciągu tygodnia na basenie,przepływając każdorazowo 1000m.Czerwiec był miesiącem wyjątkowym bo byłam na basenie prawie codziennie,ale moje oczy niestety nie zaobserwowały spadku wagi.Może zmieniła mi się trochę sylwetka,bo spotkana po dwóch miesiącach koleżanka stwierdziła.."widzę ,że schudłaś"..No, niestety nie....Utwierdzam się w przekonaniu, że w moim wieku naprawdę trudno schudnąć, że bardzo spowolniona przemiana materii nie bardzo pozwala na jakiekolwiek efekty działania z mojej strony ...Ale przeciez na siłowni będę miała fachowca,który podpowie mi jak zadziałac na poszczególne partie ciała,aby były efekty.No to ..do zobaczenia Grupo!

 


6 lipca 2009 , Skomentuj

03-07-2009 r. Batalia rozpoczęta...

 

Mam 54 lata,a więc niesprzyjający okres na zrzucanie kilogramów przez bardzo wolną już w tym wieku przemianę materii.Na przekór temu chcę jeszcze raz spróbować i pozbyć się przynajmniej kilku zbędnych kilogramów.W tym celu dokonałam dziś nawet zakupu wagi kuchennej,która pokazuje wagę produktów z dokładnoscią do 1 g....Przejrzałam również przygotowaną dla mnie dietę,która kompletnie mi się nie podoba,ale będę starała się ją stosować...

Czego się boję? PIERWSZEGO WEJŚCIA NA SIŁOWNIĘ.....Nigdy jeszcze nie ćwiczyłam na siłowni...Moja tygodniowa porcja ruchu to basen w środy i soboty po 45 minut.Tam juz oswoiłam moją grubość,a na siłowni doprawdy nie wiem jak będzie
3 lipca 2009 , Skomentuj
lastanna1955, czwartek, 23 lipca 2009 Opublikowany , Komentarze : Domyślnie
edytuj  usuń
 
Copyright © Agora SA | Ochrona prywatności | Kontakt
17:39, lastanna1955
Link Dodaj komentarz »
Szewc bez butów i dziewięcioro odważnych
Od marca straciliśmy 90 kg Czytelników. To za mało - uznaliśmy i postanowiliśmy kontynuować akcję Polacy! Odwagi jeszcze przez całe lato. Oto nowa drużyna, która chciałaby zrzucić blisko 100 kg
Oto oni:

Z nami odchudzał się będzie dziekan wydziału wychowania fizycznego na poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego dr hab. Jacek Lewandowski. - Szewc bez butów chodzi. Gdybym był praktykiem, nie miałbym tego problemu. A tak to cieszę się, kiedy mogę założyć czarną togę, która doskonale tuszuje moje krągłości - śmieje się dziekan i przyznaje, że od lat się nie ważył, ale szacuje swój ciężar na "około 120 kilogramów". Przyczyny: m.in. złe odżywianie: - Jadam dwa razy dziennie - przyznaje się. Ale dziekan jest pełen dobrej woli i zapowiada, że nie tylko podejmie forsujące ćwiczenia fizyczne, ale i zorganizuje zbiorowe zajęcia dla całej drużyny.

Drugim VIP-em jest Michał Tomczak, radny PO. - Waga rosła mi wraz ze stażem w radzie miasta - wspomina Tomczak, radny trzeciej kadencji. - Jeszcze w 1998 roku ważyłem około 80 kilogramów, dziś - już 106. Powód? Głównie nieregularne odżywanie - w ciągu dnia nie mam za bardzo czasu na normalne posiłki, śniadań nie jadam. A najwięcej jem dopiero po 21 - opowiada. Dieta radnemu na razie do gustu nie przypadła: - Muszę porozmawiać z dietetyczką w sprawie kawy. W poniedziałek musiałem wstać o 5 rano, by być na spotkaniu o 7. Bez kawy rady nie dam!

Kłopoty mogą też być z właściwym rozplanowaniem posiłków - zdaniem dietetyka należy jeść co 3-4 godziny, a największe powinno być śniadanie. - Ja mam na śniadanie płatki. Na śniadanie? Płatki to owszem, chętnie zjem, ale wieczorkiem z kubkiem mleka! - mówi Tomczak.

Z nimi odchudza się siódemka naszych Czytelników. Ostre tempo od początku narzuciły sobie panie Beata Bulczyńska (BMI 31,2) i Anna Stachowiak (BMI 33,3). - Już byłyśmy cztery razy na siłowni. Umawiamy się co rano i ćwiczymy zgodnie z zaleceniami trenera, wczoraj ledwie się ruszałam! - śmieje się pani Anna. Panie poznały się w poniedziałek podczas naszej sesji zdjęciowej. Pani Anna wysiłek fizyczny lubi - chodzi dwa razy w tygodniu na basen, ale mimo to waga jakoś nie chciała drgnąć. Przeszła też ostatnio depresję, ale endorfiny, które wydzielają się podczas wysiłku fizycznego i lepsza sylwetka dzięki diecie, powinny poprawić jej zdrowie.

Pani Beata też chciałaby dzięki diecie odzyskać nie tylko dawną figurę, ale i pewność siebie. - Kiedyś ważyłam 57 kilogramów. Niestety, siedzący tryb życia i nieregularne odżywanie zrobiły swoje. Lubię też słodycze - wyznała.

Pan Iwo Bartkowski (110 kg) przez lato chce zrzucić do 12 kilo. - Mam cudownego 6-letniego syna, dla którego najważniejszy jest ruch. Niestety, zaczynam za nim nie nadążać. Mam nadciśnienie. Lekarz ma na to jedną radę: mówi - schudnij. A ja wciąż tyję - opowiada pan Iwo, którego w odchudzaniu dzielnie wspiera rodzina.

Pani Magdalena Jakubowska (BMI 29,7) przewiduje kłopoty. - Nie mam co liczyć, że znikną smakołyki z lodówki, że na stole nie będą leżały słodycze - śmieje się. Z nadwagą zmaga się od zawsze, ale najgorsze były dla niej ostatnie lata, kiedy przybrała ok. 7 kilogramów. Na diecie udało się jej już schudnąć 10 kilogramów, ale wszystkie zdążyły wrócić... - Pamiętam jednak, jak dobrze się wówczas czułam. Ale wtedy byłam zakochana i chciałam być piękna dla Niego. A teraz ten Ktoś jest już zdobyty i muszę go zatrzymać! - opowiada.

Pani Joanna Wieczorek (BMI 31,9) za nadwagę obwinia siedzący tryb życia: - Pracuje za biurkiem od 21. roku życia i niestety nie sprzyja to zdrowiu - martwi się. Pan Michał Zduniak, kolejny uczestnik naszej akcji, odchudzanie na własną rękę zaczął już 2,5 miesiąca temu. Efekty są - ze 113 kg zjechał do 97. Pomogła dieta i jazda rowerem. Do prawidłowej wagi zostało mu jednak jeszcze 14 kg które chce zrzucić z nami. Z nami jest też pan Piotr Michalski, który przy słusznym wzroście 190 cm może pochwalić się równie słuszną wagą 150 kg. Pan Piotr stosował już różne diety, niestety z marnym skutkiem. Wierzy, że teraz mu się uda.

Dziesiątym uczestnikiem akcji jest wyżej podpisana dziennikarka "Gazety". To mój piąty miesiąc odchudzania. Zrzuciłam już 14,6 kg, ale chcę jeszcze pozbyć się sześciu. Teraz jednak waga nie spada już tak szybko jak na początku, zresztą motywacja maleje i coraz częściej zdarza się mi zjeść normalną kolację czy obiad. Wciąż jednak staram się gotować zgodnie z przykazaniami dietetyka z Vitalii i taszczę do pracy pojemniki z obiadem

13:34, poznaniacyodwagi
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 czerwca 2009
PODSUMOWANIE!!!!!!!!

Po trzech miesiącach walki  z tłuszczykiem ubyło mi 8 kg wagi,tu i ówdzie moje ciało nabrało kształów(nareszcie widzę swoją talię).Gdyby Krynia nie grzeszyła byłoby napewno lepiej z wagą ,postaram się to wszystko nadrobić i wagę zgubić obiecuje to solennie.Wyniki z cholesterolu ucieszyły mojego medyka,wspomnę jescze ,że ciśnienie krwi również spadło.Codzienna gimnastyka poranna,długie wieczorne spacery lub jazda rowerkiem minimum 17 km plus SUPER DIETA plus wsparcie mojego Męża i wsparcie GRUPY I LUCYFERCIA POZWOLIŁO MI UWIERZYĆ ,ŻE WARTO COŚ ZROBIĆ DLA SIEBIE I SWOJEGO ZDROWIA  .POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WSZYSTKIM UCZESTNIKOM DALSZEGO SPADKU WAGI.

22:45, super_kryjud
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 czerwca 2009
Próba podsumowania

Gdy zaczynałem odchudzanie na początku marca, ważyłem 107 kg, BMI=30,6, obwód w pasie 106 cm. Obecnie ważę 96,7 kg, BMI=27,65, obwód w pasie 100 cm. Chciałem schudnąć 10 do 12 kg, a więc minimalny cel osiągnąłem. Wiem jednak, że dobrze byłoby osiągnąć BMI ok. 25 czyli 86-87 kg. Na razie będę starał sie ustabilizować wagę ok. 95 kg. Dlatego będę jeszcze kontynuował przygodę z Vitalią. Tygodniowa kontrola wagi i konieczność "rozliczenia się" z panią dietetyczką z postepów jest bardzo mobilizująca. Sama dieta nie jest dla mnie specjalnie uciążliwa i myślę, że można ją polecać innym. Trzeba się tylko przyzwyczaić do regularnego jedzenia, mniejszych porcji i nie jeść wieczorami. Zresztą, tak uważam, cała dieta tylko w części polega na odpowiednim przygotowywaniu posiłków. Dużo ważniejsze jest uświadomienie sobie błędnych przyzwyczjeń (szybkie jedzenie, niejedzenie przez cały dzień i jedzenie jednego obfitego posiłku wieczorem) i wyrobienie nowych, zdrowych nawyków.

Przez cały czas starałem się korzystać z Gymnasionu, udawało mi się to średnio raz w tygodniu. Gdy zrobiło się cieplej bardziej zachęcajaca była przejażdżka rowerowa. Regularnie grywam w tenisa i zimą w kosza i to na pewno dobrze zastępuje ćwiczenia w Gymnasionie. Lato sprzyja też wysiłkowi fizycznemu i warto z tego korzystać: spacery, rower, pływanie. Wszystkim warto to polecić.

Zrzucenie kilku kilogramów to bardzo miły stan. Na boisku łatwiej dobiec do trudnej piłki, czuję się sprawniejszy. W szafie okazuje się, że jest kilka swetrów, które leżą jak ulał, marynarki są jakby mniej opięte, pasek od spodni zapina się dwie dziurki bliżej. Wyniki badań też są lepsze. Nie mniej warte są sympatyczne słowa znajomych, którzy doceniają poprawę wyglądu. Słowem same plusy.

23:37, grzegorz_ganowicz
Link Komentarze (1) »
środa, 10 czerwca 2009
Relacja nr 4 (Pilates)
„Idź na Pilates” – słyszałem to zdanie od początku akcji chyba tysiąc razy. Ćwiczenia te polecali mi nawet ci, którzy nigdy nie mieli z nimi nic wspólnego. Ba, nie potrafili nawet powiedzieć co to tak naprawdę jest pilates. Nazwa pochodzi od nazwiska Niemca Josefa Humbertusa Pilatesa, który - zanim zmarł w 1967 roku - opracował tę metodę ćwiczeń. Z początku zainteresowali się nią tancerze jednak z czasem metoda Pilatesa zdobywała coraz szersze grono zwolenników. Josef Pilates połączył bowiem elementy jogi i baletu z ćwiczeniami izometrycznymi. Pilates to ponoć ponad 500 ćwiczeń polegających na rozciąganiu, spinaniu, rozluźnianiu ukierunkowany na wzmocnienie mięśni (ale bez nadmiernej rozbudowy), odciążenie kręgosłupa, poprawę postawy a także uelastycznienie ciała.



Na zdjęciu powyżej widać uroczą instruktorkę Pilatesu z Gymnasionu – Celinkę. Niech was nie zmyli jej cudowny uśmiech  i filigranowa postura (przy mnie każdy wygląda jak okruszek). W czasie zajęć to ona jest „panem i władcą” a wy jesteście „na krańcu świata”. Spokojna muzyka (jak na zajęciach baletowych) też jest tylko dla zmyłki. Pierwsze zetknięcie z Pilatesem jest bolesne. „Trzymanie centrum” (czyli ciągłe napięcie mięśni brzucha), odpowiednie oddychanie, postawa, palce, rozłożenie ciężaru… trzeba myśleć o tylu rzeczach, skupić się, skoncentrować i to wszystko w pozycji z napiętymi mięśniami tak, że aż całe ciało drży.

Moje odczucia

Nie zaraziłem się Pilatesem po pierwszych zajęciach ale też w żaden sposób nie zniechęciłem się do tych ćwiczeń. Sposób w jaki odczuwałem mięśnie brzucha ale także pozostałych części ciała pokazuje jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Ciągłe pilnowanie odpowiedniej postawy i napięcia mięśni sprawia, że zaczynamy o niej więcej myśleć. Nawet dziś w pracy staram się myśleć o położeniu miednicy, głowy i łopatek. Właśnie dlatego będę od czasu do czasu wpadał na zajęcia. Te ćwiczenia bardzo przydadzą się osobom odchudzającym się. Trzeba pamiętać, że gubiąc kilogramy zmienia nam się rozłożenie ciężaru, balans ciała, środek ciężkości przez co mięśnie potrzebują trochę wsparcia. Dlatego w zestawach ćwiczeń dla odchudzających tak wiele uwagi poświęca się mięśniom grzbietu i brzucha i z tego samego powodu Pilates będzie bardzo przydatny.

Ważne i przydatne

Zajęcia trwały godzinkę. Standardowo już ćwiczenia odbywały się na matach i na boso (lub w skarpetkach). Dowiedziałem się, że część zajęć odbywa się w wykorzystaniem piłek (tak, tak, takich samych jak ta z której spadłem na stretchingu). Oczywiście przyda się ręczniczek choć ja ze wszystkich zajęć na których miałem okazję być do tej pory -najmniej spociłem się właśnie na Pilatesie.

wtorek, 09 czerwca 2009
Na starych torach

Po majowej fieście powracam do diety. Na dowód mój dzisiejszy obiad:

obiad

Złożyło się nań 6 łyżek ryżu, 9 dkg kapusty i pół papryki. Ach, i jakiś strzęp indyka: 2,5 dkg. Z trudem go można dostrzec.

Na pocieszenie wypiłam kawę latte w towarzystwie państwa z Vitalia.pl, z którymi omawiamy właśnie 2 etap naszej akcji. Od lipca bedziemy mieć bowiem nową drużynę, która będzie walczyć z kilogramami przez letnie miesiące. Szczegóły w sobotniej Gazecie!

15:57, poznaniacyodwagi
Link Dodaj komentarz »
Ja wiem, że to nie zawody ale...
Ja wiem, że to nie zawody ale z tego co właśnie wyczytałem wynika, że prowadzimy w klasyfikacji grupowej. W artykule, który znajdziecie tutaj znalazłem takie zdanie:

"Odchudzamy się od trzech miesięcy. W dziewięcioosobowej drużynie "Gazety" średni spadek wagi to 8,5 kg na osobę. Wyprzedza nas lokalna drużyna z Poznania - 10,3 kg, i z Gorzowa - 9,75 kg."

Ha! Poznań na czele tabeli! I to się nazywa wynik! Tekst opracowała Dorota Frątczak więc rozumiem, że określenie "drużyna Gazety" odnosi się do sekcji warszawskiej. To co, my nie jesteśmy "drużyną Gazety"? Coś czuję, że z takim wynikiem wszyscy będą chcieli nas mieć w drużynie.

We wspomnianym tekście wyczytałem też o wyniku Andrzeja Zarębskiego z "Gazety" w Płocku. Od początku akcji schudł 21 kg. Panie Andrzeju, gratuluję! Taki wynik nie tylko zwala z nóg i przepełnia moje serce szczerą zazdrością ale przede wszystkim jest godny podziwu! Mogę się tylko domyślać ile to kosztowało Pana wysiłku i samozaparcia. Wiem to po swoich zrzuconych 15 kilogramach. 21 kilo! Jest Pan moim idolem! Jeszcze raz gratuluję!
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Z górki na pazurki
Pomyślałem, że w powietrzu krążą już podsumowania pokażę Wam przebieg mojej dotychczasowej drogi. Moja droga się nie kończy i mam nadzieję, że jeszcze choćby przez kilka najbliższych kilogramów będzie miała podobny przebieg.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10