|
czwartek, 30 lipca 2009
Dzień
ważenia...constans...rozczarowanie...zniechęcenie.....
Następny dzień prawdy...Niestety waga wskazała takie cyferki jak tydzień temu 74,7...Chyba dociera do mnie ,że moje działanie idzie w złym kierunku...Siłownia-owszem-ale z przerwami na regenerację organizmu,bo jak się okazało litry wylanego potu poszły na marne...No ...nie tak do końca,bo czuję się lepiej; nie jestem ciągle zmęczona, a i na moją psychikę wywiera to korzystny wpływ.Muszę jednak skupić się na diecie,bo jak ostatnio stwierdził trener sukces w odchudzaniu to 80% diety i 20 % wysiłku fizycznego.Sukcesem jest to,że przez 3 tygodnie nie skusiły mnie słodycze.Moje grzechy to to,że nie przestrzegam przerw między posiłkami,czasami podjadam( np.orzechy ziemne opakowanie kilogramowe zostało zjedzone tak jakby mimochodem...) oraz to ,że nie potrafię opanować uczucia głodu i o godz.22.00 zamiast szklanki wspaniałej wody mineralnej pochłaniam 12 kromeczek chleba chrupkiego z szynką!! Ale to już dobrze,że zdaję sobie sprawę ,gdzie popełniam błędy .Świadomość rośnie! Chodzi tylko o to, aby to wcielić w życie i nie zmarnować następnego miesiąca...Serdecznie pozdrawiam Team GW.Pozostająca na razie w tyle Anna
czwartek, 23 lipca 2009
Jak ten czas leci............
Mój wynik-cmoże dla niektórych mało imponujący- pokazuje powyższy paseczek.Można powiedzieć,że chudnę w tempie wyznaczonym przez dietetyka 0,70 kg na tydzień.Nie jest najgorzej,ale biorąc pod uwagę litry potu jakie wylewam na siłowni jest to wynik mizerny.Przez ten okres nie tknęłam nic słodkiego tzn.lodów,czekolady ,ciasta.Jedyną namiastką słodkości była Fantasia.Pojawił się za to inny kusiciel wobec którego nie pozostałam-niestety-obojętna...orzeszki ziemne.Kupiłam...i to niestety nie 100g,a cały kilogram.I tak pogryzałam....jednego dnia 50g(291 kcal),drugiego 100g(582 kcal),trzeciego już 150g( prawie 900 kcal!).Ale świadomie kończę z ta rozpustą,bo aby spalić te 900 kcal musiałabym maszerować 4,5 godziny na biezni.A tak na marginesie powiem,że -rzecz niewiarygodna-na siłowni jestem codziennie.I dopiero test na moim własnym organiźmie uświadamia mi ,że nie warto pochłaniać pustych chipsowych,hamburgerowych,frytkowych,czekoladowych itd.pustych kalorii,bo za to słono się płaci....Sama się dziwię,ze wytrzymuję ten reżim,bo mam powód do stresu i do zajadania stresu...Tym powodem jest brak pracy....Ale mam nadzieję,że przyjdzie dzień,że ta sprawa, która spędza mi sen z powiek się szczęśliwie rozwiąże i ktoś zechce zatrudnić kobietę 50+........ lastanna1955, czwartek, 23 lipca 2009 Opublikowany , Komentarze : Domyślnie
Takie były początki..........
Takie były początki........
lastanna1955, czwartek, 23 lipca 2009 Opublikowany , Komentarze : Domyślnie
Szewc bez butów i dziewięcioro odważnych
Od marca straciliśmy 90 kg Czytelników. To za mało - uznaliśmy i postanowiliśmy kontynuować akcję Polacy! Odwagi jeszcze przez całe lato. Oto nowa drużyna, która chciałaby zrzucić blisko 100 kg Oto oni: ![]() Z nami odchudzał się będzie dziekan wydziału wychowania fizycznego na poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego dr hab. Jacek Lewandowski. - Szewc bez butów chodzi. Gdybym był praktykiem, nie miałbym tego problemu. A tak to cieszę się, kiedy mogę założyć czarną togę, która doskonale tuszuje moje krągłości - śmieje się dziekan i przyznaje, że od lat się nie ważył, ale szacuje swój ciężar na "około 120 kilogramów". Przyczyny: m.in. złe odżywianie: - Jadam dwa razy dziennie - przyznaje się. Ale dziekan jest pełen dobrej woli i zapowiada, że nie tylko podejmie forsujące ćwiczenia fizyczne, ale i zorganizuje zbiorowe zajęcia dla całej drużyny. Drugim VIP-em jest Michał Tomczak, radny PO. - Waga rosła mi wraz ze stażem w radzie miasta - wspomina Tomczak, radny trzeciej kadencji. - Jeszcze w 1998 roku ważyłem około 80 kilogramów, dziś - już 106. Powód? Głównie nieregularne odżywanie - w ciągu dnia nie mam za bardzo czasu na normalne posiłki, śniadań nie jadam. A najwięcej jem dopiero po 21 - opowiada. Dieta radnemu na razie do gustu nie przypadła: - Muszę porozmawiać z dietetyczką w sprawie kawy. W poniedziałek musiałem wstać o 5 rano, by być na spotkaniu o 7. Bez kawy rady nie dam! Kłopoty mogą też być z właściwym rozplanowaniem posiłków - zdaniem dietetyka należy jeść co 3-4 godziny, a największe powinno być śniadanie. - Ja mam na śniadanie płatki. Na śniadanie? Płatki to owszem, chętnie zjem, ale wieczorkiem z kubkiem mleka! - mówi Tomczak. Z nimi odchudza się siódemka naszych Czytelników. Ostre tempo od początku narzuciły sobie panie Beata Bulczyńska (BMI 31,2) i Anna Stachowiak (BMI 33,3). - Już byłyśmy cztery razy na siłowni. Umawiamy się co rano i ćwiczymy zgodnie z zaleceniami trenera, wczoraj ledwie się ruszałam! - śmieje się pani Anna. Panie poznały się w poniedziałek podczas naszej sesji zdjęciowej. Pani Anna wysiłek fizyczny lubi - chodzi dwa razy w tygodniu na basen, ale mimo to waga jakoś nie chciała drgnąć. Przeszła też ostatnio depresję, ale endorfiny, które wydzielają się podczas wysiłku fizycznego i lepsza sylwetka dzięki diecie, powinny poprawić jej zdrowie. Pani Beata też chciałaby dzięki diecie odzyskać nie tylko dawną figurę, ale i pewność siebie. - Kiedyś ważyłam 57 kilogramów. Niestety, siedzący tryb życia i nieregularne odżywanie zrobiły swoje. Lubię też słodycze - wyznała. Pan Iwo Bartkowski (110 kg) przez lato chce zrzucić do 12 kilo. - Mam cudownego 6-letniego syna, dla którego najważniejszy jest ruch. Niestety, zaczynam za nim nie nadążać. Mam nadciśnienie. Lekarz ma na to jedną radę: mówi - schudnij. A ja wciąż tyję - opowiada pan Iwo, którego w odchudzaniu dzielnie wspiera rodzina. Pani Magdalena Jakubowska (BMI 29,7) przewiduje kłopoty. - Nie mam co liczyć, że znikną smakołyki z lodówki, że na stole nie będą leżały słodycze - śmieje się. Z nadwagą zmaga się od zawsze, ale najgorsze były dla niej ostatnie lata, kiedy przybrała ok. 7 kilogramów. Na diecie udało się jej już schudnąć 10 kilogramów, ale wszystkie zdążyły wrócić... - Pamiętam jednak, jak dobrze się wówczas czułam. Ale wtedy byłam zakochana i chciałam być piękna dla Niego. A teraz ten Ktoś jest już zdobyty i muszę go zatrzymać! - opowiada. Pani Joanna Wieczorek (BMI 31,9) za nadwagę obwinia siedzący tryb życia: - Pracuje za biurkiem od 21. roku życia i niestety nie sprzyja to zdrowiu - martwi się. Pan Michał Zduniak, kolejny uczestnik naszej akcji, odchudzanie na własną rękę zaczął już 2,5 miesiąca temu. Efekty są - ze 113 kg zjechał do 97. Pomogła dieta i jazda rowerem. Do prawidłowej wagi zostało mu jednak jeszcze 14 kg które chce zrzucić z nami. Z nami jest też pan Piotr Michalski, który przy słusznym wzroście 190 cm może pochwalić się równie słuszną wagą 150 kg. Pan Piotr stosował już różne diety, niestety z marnym skutkiem. Wierzy, że teraz mu się uda. Dziesiątym uczestnikiem akcji jest wyżej podpisana dziennikarka "Gazety". To mój piąty miesiąc odchudzania. Zrzuciłam już 14,6 kg, ale chcę jeszcze pozbyć się sześciu. Teraz jednak waga nie spada już tak szybko jak na początku, zresztą motywacja maleje i coraz częściej zdarza się mi zjeść normalną kolację czy obiad. Wciąż jednak staram się gotować zgodnie z przykazaniami dietetyka z Vitalii i taszczę do pracy pojemniki z obiadem
czwartek, 18 czerwca 2009
PODSUMOWANIE!!!!!!!!
Po trzech miesiącach walki z tłuszczykiem ubyło mi 8 kg wagi,tu i ówdzie moje ciało nabrało kształów(nareszcie widzę swoją talię).Gdyby Krynia nie grzeszyła byłoby napewno lepiej z wagą ,postaram się to wszystko nadrobić i wagę zgubić obiecuje to solennie.Wyniki z cholesterolu ucieszyły mojego medyka,wspomnę jescze ,że ciśnienie krwi również spadło.Codzienna gimnastyka poranna,długie wieczorne spacery lub jazda rowerkiem minimum 17 km plus SUPER DIETA plus wsparcie mojego Męża i wsparcie GRUPY I LUCYFERCIA POZWOLIŁO MI UWIERZYĆ ,ŻE WARTO COŚ ZROBIĆ DLA SIEBIE I SWOJEGO ZDROWIA .POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WSZYSTKIM UCZESTNIKOM DALSZEGO SPADKU WAGI.
czwartek, 11 czerwca 2009
Próba podsumowania
Gdy zaczynałem odchudzanie na początku marca, ważyłem 107 kg, BMI=30,6, obwód w pasie 106 cm. Obecnie ważę 96,7 kg, BMI=27,65, obwód w pasie 100 cm. Chciałem schudnąć 10 do 12 kg, a więc minimalny cel osiągnąłem. Wiem jednak, że dobrze byłoby osiągnąć BMI ok. 25 czyli 86-87 kg. Na razie będę starał sie ustabilizować wagę ok. 95 kg. Dlatego będę jeszcze kontynuował przygodę z Vitalią. Tygodniowa kontrola wagi i konieczność "rozliczenia się" z panią dietetyczką z postepów jest bardzo mobilizująca. Sama dieta nie jest dla mnie specjalnie uciążliwa i myślę, że można ją polecać innym. Trzeba się tylko przyzwyczaić do regularnego jedzenia, mniejszych porcji i nie jeść wieczorami. Zresztą, tak uważam, cała dieta tylko w części polega na odpowiednim przygotowywaniu posiłków. Dużo ważniejsze jest uświadomienie sobie błędnych przyzwyczjeń (szybkie jedzenie, niejedzenie przez cały dzień i jedzenie jednego obfitego posiłku wieczorem) i wyrobienie nowych, zdrowych nawyków. Zrzucenie kilku kilogramów to bardzo miły stan. Na boisku łatwiej dobiec do trudnej piłki, czuję się sprawniejszy. W szafie okazuje się, że jest kilka swetrów, które leżą jak ulał, marynarki są jakby mniej opięte, pasek od spodni zapina się dwie dziurki bliżej. Wyniki badań też są lepsze. Nie mniej warte są sympatyczne słowa znajomych, którzy doceniają poprawę wyglądu. Słowem same plusy.
środa, 10 czerwca 2009
Relacja nr 4 (Pilates)
„Idź na Pilates” – słyszałem to zdanie od początku akcji chyba tysiąc razy. Ćwiczenia te polecali mi nawet ci, którzy nigdy nie mieli z nimi nic wspólnego. Ba, nie potrafili nawet powiedzieć co to tak naprawdę jest pilates. Nazwa pochodzi od nazwiska Niemca Josefa Humbertusa Pilatesa, który - zanim zmarł w 1967 roku - opracował tę metodę ćwiczeń. Z początku zainteresowali się nią tancerze jednak z czasem metoda Pilatesa zdobywała coraz szersze grono zwolenników. Josef Pilates połączył bowiem elementy jogi i baletu z ćwiczeniami izometrycznymi. Pilates to ponoć ponad 500 ćwiczeń polegających na rozciąganiu, spinaniu, rozluźnianiu ukierunkowany na wzmocnienie mięśni (ale bez nadmiernej rozbudowy), odciążenie kręgosłupa, poprawę postawy a także uelastycznienie ciała.
![]() Na zdjęciu powyżej widać uroczą instruktorkę Pilatesu z Gymnasionu – Celinkę. Niech was nie zmyli jej cudowny uśmiech i filigranowa postura (przy mnie każdy wygląda jak okruszek). W czasie zajęć to ona jest „panem i władcą” a wy jesteście „na krańcu świata”. Spokojna muzyka (jak na zajęciach baletowych) też jest tylko dla zmyłki. Pierwsze zetknięcie z Pilatesem jest bolesne. „Trzymanie centrum” (czyli ciągłe napięcie mięśni brzucha), odpowiednie oddychanie, postawa, palce, rozłożenie ciężaru… trzeba myśleć o tylu rzeczach, skupić się, skoncentrować i to wszystko w pozycji z napiętymi mięśniami tak, że aż całe ciało drży. Moje odczuciaNie zaraziłem się Pilatesem po pierwszych zajęciach ale też w żaden sposób nie zniechęciłem się do tych ćwiczeń. Sposób w jaki odczuwałem mięśnie brzucha ale także pozostałych części ciała pokazuje jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Ciągłe pilnowanie odpowiedniej postawy i napięcia mięśni sprawia, że zaczynamy o niej więcej myśleć. Nawet dziś w pracy staram się myśleć o położeniu miednicy, głowy i łopatek. Właśnie dlatego będę od czasu do czasu wpadał na zajęcia. Te ćwiczenia bardzo przydadzą się osobom odchudzającym się. Trzeba pamiętać, że gubiąc kilogramy zmienia nam się rozłożenie ciężaru, balans ciała, środek ciężkości przez co mięśnie potrzebują trochę wsparcia. Dlatego w zestawach ćwiczeń dla odchudzających tak wiele uwagi poświęca się mięśniom grzbietu i brzucha i z tego samego powodu Pilates będzie bardzo przydatny. Ważne i przydatneZajęcia trwały godzinkę. Standardowo już ćwiczenia odbywały się na matach i na boso (lub w skarpetkach). Dowiedziałem się, że część zajęć odbywa się w wykorzystaniem piłek (tak, tak, takich samych jak ta z której spadłem na stretchingu). Oczywiście przyda się ręczniczek choć ja ze wszystkich zajęć na których miałem okazję być do tej pory -najmniej spociłem się właśnie na Pilatesie.
wtorek, 09 czerwca 2009
Na starych torach
Po majowej fieście powracam do diety. Na dowód mój dzisiejszy obiad:
Złożyło się nań 6 łyżek ryżu, 9 dkg kapusty i pół papryki. Ach, i jakiś strzęp indyka: 2,5 dkg. Z trudem go można dostrzec. Na pocieszenie wypiłam kawę latte w towarzystwie państwa z Vitalia.pl, z którymi omawiamy właśnie 2 etap naszej akcji. Od lipca bedziemy mieć bowiem nową drużynę, która będzie walczyć z kilogramami przez letnie miesiące. Szczegóły w sobotniej Gazecie! Ja wiem, że to nie zawody ale...
Ja wiem, że to nie zawody ale z tego co właśnie wyczytałem wynika, że prowadzimy w klasyfikacji grupowej. W artykule, który znajdziecie tutaj znalazłem takie zdanie: "Odchudzamy się od trzech miesięcy. W dziewięcioosobowej drużynie "Gazety" średni spadek wagi to 8,5 kg na osobę. Wyprzedza nas lokalna drużyna z Poznania - 10,3 kg, i z Gorzowa - 9,75 kg."Ha! Poznań na czele tabeli! I to się nazywa wynik! Tekst opracowała Dorota Frątczak więc rozumiem, że określenie "drużyna Gazety" odnosi się do sekcji warszawskiej. To co, my nie jesteśmy "drużyną Gazety"? Coś czuję, że z takim wynikiem wszyscy będą chcieli nas mieć w drużynie.
We wspomnianym tekście wyczytałem też o wyniku Andrzeja Zarębskiego z "Gazety" w Płocku. Od początku akcji schudł 21 kg. Panie Andrzeju, gratuluję! Taki wynik nie tylko zwala z nóg i przepełnia moje serce szczerą zazdrością ale przede wszystkim jest godny podziwu! Mogę się tylko domyślać ile to kosztowało Pana wysiłku i samozaparcia. Wiem to po swoich zrzuconych 15 kilogramach. 21 kilo! Jest Pan moim idolem! Jeszcze raz gratuluję!
poniedziałek, 08 czerwca 2009
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Drużyna Gazety
Odchudzają się także w:
Strona główna akcji
| ||||||||||||||||||||||